Znane marki maszyn do szycia


Czyli co zostało z tradycji

Szycie stało się moją pasją niecałe cztery lata temu. Na krótko po narodzinach Szymona. Dobrze pamiętam swoją pierwszą maszynę, którą sprezentował mi mąż. Kierując się patriotyzmem wybrał Łucznika. No bo przecież polski producent, tradycja i klasa sama w sobie. Jeszcze u mojej cioci w szafie stoi stary Łucznik, solidny i ciężki, w bordowej skórzanej walizce.

Niestety, mój Łucznik nie był jak ten cioci. Cały z plastiku, w wątpliwej obudowie. Nie przeszkadzało mi to, jak i straszny hałas, który robił. Cóż, pierwsza maszyna… Jednak kiedy z Alicją (tak nazywał się model) zaczęły dziać się dziwy, postanowiłam sprawdzić co dzieje się z tą maszyną.

Byłam niesamowicie zdziwiona, kiedy okazało się że nie tylko Alicja jest humorzasta, ale większość łucznikowych maszyn. Internet jest pełny niepochlebnych opinii na temat producenta z polską tradycją. Prawdę mówiąc, z tradycji pozostała tylko nazwa, a w Radomiu nie produkuje się już solidnych maszyn do szycia. Spółka Aspa Electro niepostrzeżenie przeniosła produkcję do Chin, i głosi o tym jak to kontynuuje tradycję i produkuje wysokiej jakości maszyny. Możemy nawet gdzieś przeczytać, że Łucznik kreuje polski rynek maszyn do szycia. Trochę smutno to wygląda (artykuł tu), jeśli porówna się rzeczywistość i opinie w sieci ze słowami producenta. Jakby nie zwracano uwagi na to co się dzieje w okół firmy, a opinie użytkowników były nieistotne. A te opinie nie są pochlebne. Nowe łuczniki nie nadają się do szycia. Bez przyczyn plączą  i zrywają nitki, hałasują jak kombajny i więcej przy nich nerwów, odsyłania do serwisów  niż szycia.

Radomski Łucznik, to nie jedyny przypadek, gdy zostaje tylko nazwa marki, a dawna jakość odeszła w siną dal. Znany dobrze Singer to podobny przypadek. Ciężko nie odnieść wrażenia, że producenci chcą nas zrobić w konia. Słysząc hasło “Łucznik” czy “Singer” myślisz “dobra marka, dobra maszyna jeszcze w spadku wnuki dostaną”. Nic bardziej mylnego. Właściciele robią niezły biznes na rozpoznawalności i wypracowanej przez lata renomie firm.

Prawdziwą różnicę poczułam gdy przesiadłam się na Janome 525s, pieszczotliwie nazywaną przeze mnie Jaśką. Mój zachwyt trwał cały miesiąc, a mąż podsumował go krótkim stwierdzeniem: “Przecież to tak jakbyś przesiadła się z malucha na mercedesa”.  No cóż, niestety to prawda. Po moich przygodach z łucznikową Alicją, wiem że już nigdy nie zerknę nawet na tą markę i będę odradzać wszystkim

Czy w takim razie żeby kupić dobrą maszynę do szycia trzeba wydać tysiąc złotych? Absolutnie nie. Tylko do zakupu trzeba się solidnie przygotować. Wiedzieć ile i co będzie się szyło. Dla kogo będzie się szyło i przeanalizować ile możemy pozwolić sobie wydać na sprzęt. A przede wszystkim porozmawiać ze specjalistą. Tylko nie tym od Łuczników, please…