O co chodzi z tym płynem do płukania?


Czyli dlaczego proszę, by nie prać moich wyrobów w płynie do płukania?

W poprzednich postach pisałam o materiałach. Dowiedzieliście się z nich o cechach  i zaletach trzech różnych tkanin: bawełny, bambusa oraz minky. Nie da się ukryć, że są to jedne z najbardziej popularnych i powszechnych materiałów z jakich dziś się szyje. Podsunęłam Wam też parę wskazówek, na co zwrócić uwagę kupując ręcznie wykonany przedmiot od twórcy i o co zapytać, by płacić nie tylko za produkt ale i za jakość.

No dobrze,

Masz już swój piękny kocyk, poduszkę, pluszaka, matę do wózka… albo nawet prosty i kolorowy worek przedszkolaka. Na pewno są śliczne, kolorowe i mięciutkie. I dedykowane dla dzieci. A więc szybciej pójdzie Wam wrzucenie nowego nabytku do pralki niż zdecydowanie się na jego kolor czy kupno. Tak, tak… wrzucicie przykładowy kocyk  z soczyście kolorowym minky do pralki, wsypiecie proszek i … dodacie płyn do płukania. Kocyk będzie mięciutki, milutki i pięknie pachniał…

A ja mówię: STOP!

Wydając zamówienia zwracam uwagę kupującym by prać nabytek bez płynu do płukania. Zazwyczaj nabywca nie pyta po co i dlaczego. Przyjmuje do wiadomości, a co dalej robi z tą wiedzą — nie wiem. Jednak ostatnio w odpowiedzi usłyszałam: “ale już prałam minky w płynie i nic się nie działo”.  Przyznam szczerze, że trochę z automatu odpowiedziałam, że nie chodzi o minky a o bawełnę, materiał straci kształt, rozjedzie się a całość zmięknie i straci formę.

źródło

pożyczone od: http://www.podrugiejstroniebrzucha.pl

Przez jakiś czas temat uciekł mi zupełnie. Aż w końcu, po raz któryś zapełniając swoją prywatną pralkę powrócił. Jeśli mam być szczera, to osobiście od dłuższego czasu nie używam już płynu do płukania. Żadnego. Z tego powodu, że faktycznie zauważyłam iż ubrania traciły kształt, wyciągały się… szybciej nie nadawały się do noszenia.  I właśnie wrzucając to pranie przypomniały mi się słowa pani Kornelii. Uświadomiłam sobie, że choć podświadomie zaczęłam się wystrzegać płynów do płukania (nic innego tylko butelki z tablicą Mendelejewa), to wiele osób tego nie robi. A przecież nie chodzi mi o to by namawiać Was do życia w trendzie eko. Ekowariat też ze mnie średni. Jednak tak na chłopski  rozum: wszyscy chcemy da naszych dzieci dobrze. A w dzisiejszym świecie chemii wszędzie pełno i to od Ciebie zależy ile i w jakim stopniu jej używasz.  No więc postanowiłam zgłębić trochę temat płynów do płukania czy też zmiękczających.

O co więc jej chodzi z tymi płynami do płukania??

Według mnie — tak jak napisałam wyżej — płyn do płukania nie sprawia że ubranie, kocyk czy coś innego jest milsze czy ładniej pachnie. Uważam, że materiał traci swoje właściwości fizyczne i szybciej się zużywa. To minus widoczny gołym okiem i odczuwalny. Ktoś powie: ale za to ładnie pachnie!  Szkoda tylko, że ten zapach daleko leży od naszej oczekiwanej natury. Co znajdziesz w składzie takiego płynu? Na pewno duże stężenie substancji zapachowych, które nie mają nic wspólnego z naturą i jeszcze długo utrzymują się w tkaninie, niektóre mogą nawet przenikać do organizmu. Nadużywanie tego rodzaju płynów może prowadzić też do alergii skórnych. Ale to nie wszystko. Płyn do płukania tworzy powłokę na tkaninie i zmniejsza (lub całkowicie blokuje) jej higroskopijność. Znane są Wam ręczniki, które zamiast wycierać rozcierają wodę po ciele? Albo ścierki, które nie wycierają wody z naczyń?

No właśnie.

Jedną z  zalet bawełny i wiskozy bambusowej jest fakt, że dobrze wchłania wilgoć i jest przewiewna. Piorąc je w płynie do płukania pozbawiacie ich tych zalet, za które przecież zapłaciliście.

Polecam eksperyment: odstawcie płyn do płukania na miesiąc, a potem po miesiącu wypierzcie w nim ubrania. Nie dacie rady ich nosić, przeszkadzać będzie Wam ich sztuczny zapach i ślizga faktura.