Motylek motylkowi wilkiem


Jednym z produktów, jakie oferuję w swojej pracowni jest tzw. motylek, czyli poduszka antywstrząsowa. Wystarczy zapytać wujka Google, a naszym oczom ukaże się sto tysięcy wzorów, rozmiarów, cen i marek. Ale, ale… czym jest ta poduszka i do czego służy? Na co zwrócić uwagę kupując ten rodzaj podusi?

Poduszka antywstrząsowa, zwana motylkiem, koniczynką, skrzydełkami… jest przede wszystkim jest poduszką anatomiczną, która ma za zadanie chronić główkę malca przed wstrząsami. Szczególnie sprawdza się w spacerówkach i pierwszych fotelikach samochodowych, które służą też często jako nosidełka. Jednak żeby taka poduszka spełniała swoje zadanie, należy zwrócić uwagę na pewne szczegóły:

  • wypełnienie — musi być miękkie i oddychające, najlepsza jest kulka silikonowa, gdyż oprócz tych dwóch cech jest antyalergiczna i łatwa w utrzymaniu czystości  (można prać ją w pralce)
  • wielkość poduszki — duża może i starczy na dłużej, ale co nam po niej, jeśli maluch nie będzie chciał na niej leżeć
  • ilość wypełnienia w najważniejszej — środkowej części

Tak na prawdę z tych trzech cech, ostatnia jest najistotniejsza. Owszem, może i mocno wypełniony motylek wygląda ładnie i oryginalnie, ale nie będzie spełniał swojej funkcji.

Dzieciom do 2 roku życia nie zaleca się podkładania pod głowę jakichkolwiek poduszek, chyba że są niemal całkowicie płaskie. I taki powinien być środek poduszki antywstrząsowej. Natomiast jej skrzydełka powinny być mocno wypełnione, ale miękkie. To one maja za zadanie podtrzymanie główki i ochrony jej przed wstrząsami.  Motylek świetnie sprawdzi się również przy asymetriach ułożeniowych główki niemowlaka (przechylona główka do jednego baku, preferowanie jednej strony itp.) ale tylko wtedy, gdy jest poprawnie zrobiony.

Do napisania tego tekstu — dla niektórych wydawało by się, że o oczywistych rzeczach — zainspirowało mnie spotkanie z Panią Magdaleną, która po krótkim rekonesansie opowiedziała mi swoje motylkowe przygody. Pierwszy, który kupiła u rękodzielniczki w sieci (lokalnej) był twardy i maluch wręcz płakał i nie chciał na nim leżeć. Kiedy Pani Magda zadzwoniła do osoby, która go robiła, usłyszała w odpowiedzi, że sama ma rozpruć poduszkę i wyciągnąć nadmiar wypełnienia. Pomijając fakt, że już samo przekazanie takiej informacji jest dla  mnie nie do pomyślenia, to równie szokujące było wypełnienie rzeczonego motylka. Klientka została zostawiona z niesmakiem i poczuciem straconych pieniędzy. Drugi motylek był bardzo duży,  i choć maluch go akceptował, nie do końca odpowiadał mamie. Pani Magda zamówiła trzeciego motylka w Fistaszku. I szczerze mówiąc jestem niemal pewna, że  w końcu trafiła na swój ideał.

Dlaczego?

Otóż dlatego, że moja przewaga nad poprzednimi motylkami jest prosta: jestem do Waszej dyspozycji realnie (nie wirtualnie), słucham Waszych potrzeb i staram się je realizować. Więc nawet, jeśli macie uwagi do oferowanego produktu — robię poprawki. Interesuje się losem moich prac. Bo moje prace, jak prace każdego rękodzielnika, są moimi dziećmi. Dla mnie liczy się jakość, a internetowej anonimowości mówię stanowczo: NIE!

Dlatego właśnie tak intensywnie zapraszam Was do mojego małego punkciku w CH Jagiełło w Malborku. Dajcie się poznać, zróbmy coś razem 😉