Kiedy pasja staje się pracą


Zanim utwierdziłam się w przekonaniu, że to szycie będzie moją kreatywną odskocznią od codziennego życia, przeszłam wiele dziedzin tworzenia. Zawsze w środku czułam małą twórczą presję: “rób coś. stwórz coś” szeptała mi do ucha. Serducho pałało niespełnioną potrzebą a ręce trwały w gotowości do tworzenia.

Zaliczyłam rysunek. Tak, swojego czasu rysowałam dużo, ołówkiem. Lubiłam jego szarość, kontrastującą z bielą kartki. I ten moment, kiedy biel przybrudził grafit ołówka. Miałam też krótki epizod z haftem krzyżykowym. Jednak o tym rzadko wspominam, gdyż szybko się zorientowałam, że ta forma nie zaspokoi mojej presji tworzenia. Potem było szydełko. W zasadzie gdzieś jest dalej, odłożone czeka na swoją kolej. Maszyna przyszła z czasem.

Jednak, gdy zapadła decyzja o działalności i pracowni, którą będziecie mogli odwiedzać, wszystko się zmieniło. I choć szycie dalej gra główne skrzypce, pozwala się odstresować i oderwać od rzeczywistości, to jednak wszystko co jest otoczeniem przedsiębiorcy znacząco rzutuje na jego pracę. I tak jest też w tym przypadku.

Mogłabym zacząć pisać, jak to państwo nie sprzyja przedsiębiorcom — szczególnie tym małym, najmniejszym. Jak ogromne są koszty prowadzenia działalności. Nie rzadko to one wykańczają tych najmniejszych. Przy pomocy urzędów pracy promujących dotację, wypychających na nią ludzi a potem ograniczają się do pseudo — kontroli.

Ale nie o o chodzi. Jakie są realia — każdy widzi. Staram się skupiać na pasji, która pchnęła mnie do miejsca w którym jestem.

A z Wami jest po prostu fajniej. Łatwiej.

Wiecie co? Fajnie że jesteście 😉