Ochraniacz do łóżeczka: tak czy nie?


Nie da się ukryć, że ochraniacz do łóżeczka to fajny gadżet. Dzięki niemu mamy mogą spać spokojniej, nie martwiąc się o wplątane łapki w szczebelki czy jednorazowe zderzenia z twardym drewnem. No a poza tym są piękne i kolorowe. Dziś przecież wybór jest ogromny i nasze łóżeczko może przyozdobić praktycznie każdy wzór… Fajnie nie?

A no fajnie, ale nie tak do końca. Każdy, kto dociekliwy przetrzepie internet i natknie się na trwożliwe artykuły, jakoby ochraniacz był przyczyną uduszenia dziecka. Można się nieźle przestraszyć i zwątpić. Jak zatem podejść do sprawy ochraniacza na szczebelki?

Nawet samodzielnie uszyty ochraniacz z najbardziej naturalnych materiałów ogranicza cyrkulację powietrza w łóżeczku. Ponad to, taki ochraniacz powinien nie być zbyt gruby a za to porządnie przymocowany. Nie powinien być też zbyt wysoki. Warto jednak się zastanowić, czy faktycznie potrzebna jest osłona na szczebelki zaraz po urodzeniu się malucha. Noworodki jeszcze się nie wiercą, ale mogą np. ulewać. Warto wtedy mieć na uwadze fakt, by nic nie ograniczało nam wglądu do łóżeczka. Fajnym rozwiązaniem są ochraniacze modułowe — każda część mocowana na troczki osobno. A to oznacza, że np. jeden boczny moduł można odwiązać, tym samym zwiększając cyrkulację powietrza.

Osobiście i z własnego doświadczenia: ja zamontowałam ochraniacz dopiero wtedy, gdy Szym zaczął wędrować po łóżeczku, przyjmować podczas snu dzikie i nienazwane pozycje i obijać się o szczebelki. Wcześniej nie czułam takiej potrzeby, a wgląd do łóżeczka miałam nieograniczony. Stojąc nawet w dalej od Młodego mogłam zerknąć do środka i sprawdzić, czy wszystko okej.

Co by nie mówić, trzeba być świadomym rodzicem i nie dać się zwariować. Nie ma też co panikować i wyrzucać do kosza matę którą przymocowałyśmy do łóżeczka. Należy tylko pilnować by była dobrze przywiązana, niezbyt gruba i dość często odsłaniana z jednej strony w ramach “wietrzenia” łóżeczka.